Pierwsza Sansa Clip była fenomenalnym urządzeniem. Sandisk stworzył sprzęt praktycznie idealny – za bardzo niską cenę (~150zł za wersję 2GB) otrzymywaliśmy player, który oferował bardzo dobrą jakość dźwięku, był bardzo poręczne, posiadał wyraźny wyświetlacz OLED oraz czytał FLACi.
Osobiście – Sansę uważam za odtwarzacz prawie idealny (ergonomicznie i stylistycznie, bo dźwięk, który choć jest jak na kwotę którą musimy „wyłożyć” bardzo dobry, to jednak dalej jest to niska półka odtwarzaczy).
Od tego czasu miałem w rękach wiele playerów – chociażby Ipod Nano 2g, często polecany i po wgraniu Rockboxa – diablo funkcjonalny, ale najbardziej podobała mi się Sansa. I choć zaraz po nim był Ipod, to Rockbox był dość niestabilny, a na prawdę niefajną rzeczą jest, kiedy na kilkudniowym wypadzie oprogramowanie nagle twierdzi, że musi „zabić” odtwarzacz. I to dosłownie – odmawiał włączenia, uruchomienia standardowego oprogramowania, po podpięciu do PC nie odpowiadał. Dałem mu potem jeszcze dwie szanse, ale kiedy po trzykroć Rockbox pozbawił mnie możliwości odtwarzania muzyki – Ipod poleciał na Allegro. Wróciłem więc do starej, dobrej Sansy, lecz pozostał niesmak – musiałem sobie sprawić coś nowego. Padło więc na Sansę Clip +. I chociaż można puknąć się w czoło i powiedzieć „Hej, po co kupować kilka razy prawie ten sam odtwarzacz”, to jednak wersja z plusem na końcu oferuje możliwości, które robią z Clipa odtwarzacz jeszcze lepszy.
Wygląd i ergonomia
Oba playerki są podobne do siebie kształtem i rozmieszczeniem przycisków, jednakże z małymi różnicami – kształt, oraz przyciski uczyniono bardziej kwadratowymi.
Przód odtwarzacza prezentuje się – prócz kształtu przycisków – identycznie. Jedyną zmianą u „plusa” jest brak podświetlenia – duży minus dla Sandiska, było to na prawdę bardzo przydatną funkcją.
Inaczej za to są zbudowane boki – usunięto stary przełącznik odpowiedzialny za włączanie i blokowanie urządzenia. Teraz włączamy odtwarzacz przyciskiem ulokowanym na górze playera i blokujemy go wciskając dłużej HOME. Miejsce switcha zastąpiły przyciski regulacji głośności przez co mając grubszą wtyczkę, nie blokujemy już nią sobie możliwości podgłoszenia muzyki. Po prawej znajduje się teraz samo wejście mini-jack (nawiasem mówiąc – mniej pewnie wyglądające od tego zastosowanego u starszego brata co trochę martwi, bo pierwszy Clip po 2 latach użytkownania nie trzyma w ogóle kabla) oraz – nowość – slot na kartę pamięci micro sd, ale o tym potem.
Z tyłu zmienił się sam klips – rzecz wyróżniająca produkt Sandiska na tle innych playerów. Przede wszystkim – nie da się go już odczepić, jest przymocowany na stałe. Jest za to ładniejszy, pewniejszy i zbudowany z lepszego plastiku.
Ogółem – wygląd i ergonomia uległy lekkim zmianom. Na plus inne rozmieszczenie przycisków, na minus usunięcie ich podświetlenia.
Dźwięk
Sam dźwięk nie uległ zmian – w obu odtwarzaczach siedzi ten sam procesor. Smuci jedynie dość słaba moc wyjściowa – o ile słuchawki douszne, IEMy i niskooporowe nauszne napędzi on bez problemu, to do słuchawek wysokoomowych takich jak np. Vic Firth SIH o impedancji 250ohm (których używam regularnie do gry na perkusji) będziemy musieli użyć przenośnego wzmacniacza słuchawkowego, inaczej dźwięk będzie cichy (sam muszę podczas grania na bębnach posiłkować się dokanałówkami) i zniekształcony.
Nowe funkcje
Głównym powodem zakupu Sansy Clip + jest wbudowany slot na kartę pamięci micro sd/sdhc. Obsługuje on karty o maksymalnej pojemności 32GB oraz karty slotradio/slotmusic (co uważam za zupełnie bezsensowną rzecz – lecz kto wie, może w ciągu kilku nastepnych lat nastapi rewolucja w sprzedaży muzyki na kartach pamięci?). Czyni to z tego malutkiego playerka magazyn o maksymalnej pojemności 40GB. Sam zadowalam się (póki co) ledwo 10GB (8GB Sansy + 2GB karty pamięci), ale to i tak sporo przestrzeni w porównaniu do 2GB Clipa (lub 4 czy 8 – zalezy jaką ktoś wersję wczesniej posiadał). Sansa Clip + jest też bardziej żwawa – włącza się dużo krócej od poprzednika, oraz szybciej przełącza utwory (jednakże z odstępami – jeżeli ktoś chce mieć Gapless Playback polecam sięgnąć po Rockboxa).
Częstym powodem, przez który ludzie rezygnowali z zakupu Sansy Clip był brak obsługi folderów, co też zmieniono w Clipie +. Dodano też ReplayGain, co przydaje się przy bibliotece muzycznej o różnej głośności masteringu.
Brać? Uciekać?
Jeżeli jesteś już posiadaczem Sansy Clip i bardzo chcesz wymienić odtwarzacz na coś o większej pojemności – jak najbardziej brać.
Dostajemy to samo, ale o większej funkcjonalności i pojemności. Jeżeli jednak nie potrzebna Ci większa pojemność – nie warto dla reszty funkcji wydawać około 150zł na nowy odtwarzacz. Polecam w takim wypadku kupno lepszych słuchawek.
Galeria:
Tekst jest mojego autorstwa. Zabraniam kopiowania tego na inne fora, portale, vortale, blogi itp. bez mojej zgody.




